Chciałem dziś opowiedzieć Wam pewną historię - długą, ale prawdziwą jak wszystkie moje, które Wam opowiadam...
Na jednej z naszych tegorocznych, młodzieżowych Szkocji, podczas trekingu w górach, właściwie nie za długo od ruszenia, bo już na pierwszym postoju - mimo, iż miałem nadzieję, że pogoda nam dopisze, co właściwie było warunkiem tej wędrówki - na horyzoncie zobaczyłem potężne chmury idące prosto na nas. Byliśmy już w połowie drogi na pierwszy z kilkunastu szczytów, chmury były jeszcze bardzo daleko, ale ich wielkość i posępny, grafitowy kolor mówił mi: tym razem może się nie udać.
Właściwie były tylko dwie opcje: pierwsza - i tak jest fajnie, widoki, góry, w dole jezioro - możemy posiedzieć tu jeszcze trochę i schodzimy z powrotem, ale w ten sposób szybko kończy się nasza górska przygoda. Albo... Jednak iść dalej... Najgorsze chmury są jeszcze daleko, może pójdą bokiem, a po drodze jest szlak w dół , więc jeśli zrobi się groźnie to zdążymy bezpiecznie zejść... Jednak nie łudźmy się - nawet jeśli burza ominie nas bokiem to będzie w cholerę wiało i padało.
Szybka narada z całą ekipą i decyzja: idziemy dalej !!!
Rzeczywiście, niewiele później, zaczęło wiać jak opętane - na jednym ze szczytów nawet kręciliśmy filmy by utrwalić potęgę tego wiatru ![]()
Chwilę później zaczęło też padać ![]()
Czarne chmury nadal przesuwały się w naszą stronę, ale ciągle były jeszcze na tyle odległe, że mogliśmy iść dalej nie tworząc zagrożenia życia i zdrowia.
Czujnie zerkałem na to wszystko zmartwionym wzrokiem - żal byłoby nie dotrzeć na szczyt pokryty wrzosami, który był naszym celem, a od którego ciągle jeszcze oddzielało nas kilka innych.
Nagle, z ogromną ulgą dostrzegłem, że nawałnica, która do tej pory zmierzała prosto na nas, zmieniła kierunek i zaczęła iść nieco w lewo omijając naszą ekipę.
Z oddali, bezpieczni, obserwowaliśmy armagedon jaki się tam rozpętał.
Kiedy pogoda u nas zaczęła się już stabilizować, podzieliliśmy się na 2 grupy: mocniejszą, która w bardzo szybkim tempie wdrapywała się na najbliższe, kolejne szczyty - czekając tam na ekipę wolniejszą, z którą zostałem, żeby zabezpieczać tył, a jednocześnie mogąc obserwować całość wspinających się i reagować w razie potrzeby.
I w pewnym momencie, kiedy przestawało już padać, obok grupy młodzieży, która była najbliżej mnie - zawsze warto być blisko KOMENDANTA - pojawiła się... tęcza.
Nie taka zwykła, jakich widziałem w życiu wiele. Bo, co prawda kończyła się hen hen daleko, ale zaczynała... dosłownie kilka metrów od nas.
Pamiętam, że na wszystkich, nawet na mnie, zrobiło to wielkie wrażenie... To było niespodziewane, a jednocześnie niesamowite doświadczenie, które jest we mnie do dzisiaj... Ta tęcza była na wyciągnięcie ręki, tuż obok mnie, wręcz namacalna...
Pamiętam też, że ten silny wiatr, który choć na początku mógł być przerażający, okazał się potem błogosławieństwem - pod jego podmuchami wyschnęliśmy szybko nie tylko my, ale również wszystko dokoła. I kiedy dotarliśmy do celu, na szczyt porośnięty grubym i miękkim dywanem wszechobecnych na nim wrzosów, mogliśmy położyć się nich i odpoczywać, kontemplując w tak niecodzienny sposób majestat gór i rozciągające się stamtąd przepiękne widoki.
O drodze w dół, zaimprowizowanej latrynie, przeskakiwaniu przez 2 bramy... nie wspomnę już - kto wędrował tam ze mną to wie ![]()
I tak sobie myślę, że nie byłoby tego niezwykłego doświadczenia tęczy, tych wrzosów, tych widoków i tych przeżyć, które na zawsze w nas pozostały, gdyby Ci ludzie, którzy ruszyli wtedy ze mną w drogę, najpierw nie zaufali mi w chwili zwątpienia, że wiem co robię i że bezpieczenie ich poprowadzę. A potem, kiedy zaczęło być naprawdę cieżko, gdyby poddali się narzekając i próbując zniechęcić innych do pójścia dalej - namawiając do powrotu.
Jestem przekonany, że finalnie ten trekking pozostawił w nas wiele dobry wspomnień i stał się jednym z najważniejszych elementów szkockiej przygody, który do dziś wspominamy.
A dlaczego Wam wszystkim to opowiadam? Bo ten rok, tak jak ten trekking, w ogóle był jakiś niezwykły.
I to akurat Wasza zasługa !!!
Nawet nie wiecie jak bardzo cieszę się, że od października w Stowarzyszeniu zaczęło dziać się dużo więcej niż normalnie.
Dziękuję, że tak samo jak szkocka ekipa podczas trekkingu, tak samo i Wy zaufaliście mi, kiedy opowiedziałem Wam o planach rozwoju Stowarzyszenia.
Mało tego - kiedy wielu kręciło głowami z niedowierzaniem, Wy - nie narzekając, nie stojąc z boku, zaangażowaliście się czynnie w ich realizację.
Dziękuje Wam za to - a jest Was całkiem sporo !!! Prawdziwych liderów, którzy powoli przejmują prowadzenie Stowarzyszenia !!!
I bardzo doceniam Waszą obecność w Stowarzyszeniu ![]()
Doceniam tym bardziej, że tylu Członków nie robi nic - ograniczają się do bycia i... oczekiwania na to, co inni zrobią dla nich, żeby mogli dopiero wtedy skorzystać i włączyć się jako biorcy.
Jest w Stowarzyszeniu jeszcze inna część, która robi nieco więcej - mianowicie gada. O tym, jak być powinno, jak byłoby lepiej, niejednokrotnie krytykując, że się tak mało dzieje....
Może i mają dobre pomysły, ale z których nic nie wynika, bo na gadaniu się zatrzymują.
I w końcu jesteście WY, którzy postanowiliście zaufać mi, pójść dalej niż inni i zacząć brać wyzwania w swoje ręce !!!
Dziękuję Wam za te wszystkie nasze spotkania - w większych czy mniejszych gronach - zazwyczaj internetowych, ale nie tylko - ale które, co najważniejsze, zamieniają się w konkretne rzeczy i działania.
Dziękuję Wam za Wasz entuzjazm i zaangażowanie - za to, że chce się Wam robić "więcej" i "być dla innych".
To dzięki Wam Stowarzyszenie znowu nabiera wiatru w żagle.
Tylko tyle, że tym razem, ze sporej i choć może całkiem niezłej, ale jednak tylko śródlądowej łodzi - dzięki Wam - mamy szansę stać się dużym pełnomorskim jachtem, który może zacząć rywalizować bez kompleksów w zupełnie innej lidze.
Zobaczcie jak ważni jesteście i jak ważne jest to, co zaczęliście robić. Może nawet sobie tego nie uświadamiacie, jak bardzo...
Bądźcie cierpliwi i wytrwali, bo jeśli nie poddacie się, to czeka Was nagroda: ten przysłowiowy szczyt pokryty miękkim dywanem z wrzosów, na którym będziemy mogli odpocząć - czyli satysfakcja, że w tym świecie pełnym egoizmu i myślenia tylko o sobie, umiemy się wznieść ponad to i DAWAĆ SIEBIE INNYM. Życzę Wam abyście realizowali się w takim działaniu, a ono niech Was uszlachetnia.
A przy okazji tego działania życzę by wielu z Was dostało się za jakiś czas do grona legend KADRY Stowarzyszeniowej - czekamy tam na tych najaktywniejszych.
Wyjazdy wakacyjne, przeżywane w gronie naszej stowarzyszeniowej młodzieży są często bardzo spektakularne. Komu udaje się dostać do grona uczestników to wie !!!
Jednak nie zapominajmy też o tym, że również w tym naszym cichutkim, najczęściej szarym, pracowitym, śródrocznym działaniu dla innych, czasem zupełnie niespodziewanie, pojawia się cudna tęcza, która nagradza wszystko...
NIejednokrotnie sam się o tym przekonywałem, kiedy oprócz wielu trudnych chwil, spowodowanych rozmaitymi przykrościami, które mnie spotykały, pojawiały się słowa podziękowania i wdzięczności.
Kiedy widziałem jak to, co robię, zmienia ludzi i ich życie na lepsze.
Nie poddawajcie się więc - działajcie aktywnie w Stowarzyszeniu i zmieniajcie życie innych w piękniejsze !!!
Życzę Wam wielu przepięknych tęcz - szczególnie tych blisko Was
Cudownego Nowego 2026 Roku Kochani !!!
-----------------------------------------------------------
WASZ KOMENDANT
Przemysław Nowakowski